Pisałem już o tym że
banki bankrutują, temat powraca bo coraz więcej i w Polsce wskazuje na problemy banków. Poprzednio pisałem że nie mogę pojąć jak w gospodarce rynkowej można pomagać prywatnym bankom. Mogę zrozumieć że sektor finansowy jest wzajemnie powiązany przez wzajemne pożyczanie sobie pieniędzy...tylko czy nie lepiej jest pozwolić niektórym bankom zbankrutować? Weźmy hipotetycznie że bank jest tak samo traktowany jak inny sektor gospodarki i bankrutuje, upada i co dalej? Kredyty, wpłaty ludzi (jest gwarancja do ileś tam Euro) się sprzedaje temu kto zechce to kupić. Kto tak naprawdę by stracił na upadku banku? Na pewno duże firmy by miały kłopoty...ale przecież ich pieniądze są na ogół w ruchu a nie leżą w bankach gdzie nie przynoszą dochodu. Bank jest kredytodawcą i tu się pojawia większy problem niż z pieniędzmi ludzi w bankach. Tak sobie myślę czy bank w ogóle by zbankrutował gdyby miał równość między kredytami a wpłatami...zapewne NIE. Jak niedawno czytałem...społeczeństwo żyje na kredyt. Zastanówmy się co powoduje inflacje,
inflacja to m.in. nadmiar pieniędzy na rynku. Jaki z tego morał? Kto powoduje że na rynku jest za dużo pieniędzy? Podpowiem...
BANKI. Banki muszą zmienić swoją politykę, zarządzanie...jeżeli teraz pomagamy bankom to NIC się nie zmienia. Banki są od generowania zysków, jeśli teraz rząd czy ktoś tam inny, wpompuje kapitał w banki to one dalej będą udzielać kredytów bo to ich główny ZYSK. Po jakimś czasie kryzys się powtórzy, ale z większym skutkiem. Jeżeli jednak pozwolimy bankom zbankrutować to następne już pomyślą dwa, trzy razy zanim komuś dadzą kredyt.
Teraz kolej na przykład, bank pożyczył kobiecie sporą sumę pieniędzy...kto zgadnie ile wynosiła rata (miesięczna)...otóż rata była dwa razy wyższa niż kobieta zarabiała! Kto mi wytłumaczy ten fenomen rozsądku banku?